Blog Dandy Yourself...

Dzisiejszy wpis jest jednocześnie swoistą spowiedzią. Został podzielony na dwie części. Pierwszą traktuje o moim wczesnowiosennym zestawie. Drugą natomiast o tym, co dalej będzie z Dandy Yourself. Nadszedł czas, aby przedsięwziąć pewne kroki, które mają swoje korzenie w przeszłości, a także wpłyną na moją całkiem bliską jak i daleką przyszłość…

 

Kontrolowana nuda

Ale do rzeczy. Poniższy zestaw jest… nudny. Tak, napisałem to. Jest zwyczajnie mało ekscytujący. Z punktu widzenia mojej prawie dwuletniej już historii z dandyzmem, zestaw na poniższych zdjęciach nie należy do najciekawszych i najbardziej barwnych. No właśnie, z punktu widzenia dwuletniej… bla bla bla. Jak to mówią, tylko krowa nie zmienia zdania.

O tym za chwilę. Chciałbym na początek pokazać Wam moją dzisiejszą stylizację. Jej podstawa to dwurzędowy garnitur z nowej kolekcji Vistuli. Zachwyciła mnie jego krata i barwy – jest szary, ale jednocześnie wpada w brąz. Delikatnie przydymiony, ale jednocześnie w miły dla oka sposób kontrastujący. Garnitur jest w tym zestawieniu bazą, ale i głównym punktem programu. Dodatki dobrałem do niego w taki sposób, aby były spójne ze sobą i z całością, ale jednocześnie nie zakłócały przekazu. Krawat i poszetka to zestaw musztardowy. Krawat jest wełniany, mojej autorskiej kolekcji, o szerokości 10 cm. O dziwo wciąż ciężko takie spotkać w sieciówkach…


Poszetka to mieszanka wełny z modalem, co daje bardzo miłe w dotyku połączenie, wyjątkowo miękkie. W moim zestawieniu mogą (nie) rzucać się w oczy skarpetki. To zwykłe brązowe skarpetki, dobrane pod kolor butów, w prążki. Są… nudne. Bez wyrazu. Nieinteresujące, nie rzucające się w oczy.

A całość? Bardzo mi się podoba. Jest w 100% spójna z tym, jak ewoluowało moje poczucie elegancji i mój własny styl. Ta nuda, o której pisałem przed chwilą, jawi mi się jako odpowiednie stonowanie. Może dojrzałem do bardziej minimalistycznych zestawów? Może nie mam potrzeby rzucać się w oczy ze względu na kolorowe skarpetki? Może. A może po prostu lepiej czuję się z mniejszą ilością barw i delikatniejszymi połączeniami.

Dandy Yourself to koncepcja

Początkowe założenia bloga Dandy Yourself były dla mnie i – mam nadzieję – dla Was dosyć oczywiste. Pokazuję męską elegancję przez pryzmat mojej osobowości. Pokazuję zestawienia kolorystyczne, stylizacje i propozycje zestawów, które wyróżnia mieszanina barw i gra kolorów, a także dosyć nieszablonowe podejście do zasad. Gdy przeglądam moje starsze wpisy, jestem przekonany o dwóch rzeczach: po pierwsze, wszystkie stylizacje są spójne, zgodne z tym, co rozumiem pod pojęciem dandyzmu. Każdy z nich i wszystkie razem tworzą Dandy Yourself. Po drugie, części z nich z pewnością bym już dzisiaj nie założył…

Biorąc ten fakt pod uwagę i łącząc go ze wspomnianym wcześniej zestawem, dochodzę do pewnego wniosku. Formuła bloga zaczyna być dla mnie przeszkodą do dalszego odkrywania męskiej elegancji. Mam poczucie, że to co zdefiniowałem wcześniej jako przestrzeń dającą mi wolnośc stylistyczną, aktualnie zaczyna mnie ograniczać.

Dandy Yourself to projekt sporo większy niż tylko blog. To również sklep z akcesoriami, to też szkolenia, które z powodzeniem prowadzimy od jakiegoś czasu – z większych osiągnięć, możemy pochwalić się szkoleniem dla Van Graafa, a także wspólna przestrzeń z Sylwią z Dandy Lady. Wszystkie nasze projekty ewoluują razem z nami, dlatego też powoli zbliża się moment ewolucji tego bloga. Nową przestrzeń i koncept, który pomieści moje aktualne potrzeby i możliwości zaprezentuję już niedługo…

Autorem zdjęć jest Mateusz Marjański.

Do sesji wykorzystałem garnitur marki Vistula.