Blog Dandy Yourself...

Jak się ubrać, żeby dobrze negocjować?

Przygotowanie

Spotkanie zostało umówione. To połowa sukcesu – będę miał możliwość poprowadzenia rozmowy biznesowej z kimś, kto może wnieść dużo w mój rozwój, kto otworzy przede mną nowe kontakty i perspektywy. Po chwilowym radosnym uniesieniu, pojawiły się wątpliwości – jak przygotować się do spotkania? Jaką wagę ma ubiór w negocjacjach? No właśnie – negocjacje. Od strony merytorycznej czułem się bardzo mocny – nic tak lekko nie przychodzi mi jak opowiadanie o moim aktualnym projekcie. To, co zaprzątało moje myśli to ubiór. Wiedziałem, że w dużej mierze to, jakie zrobię pierwsze wrażenie, jak zostanę wizualnie odebrany, może wpłynąć na ostateczny wynik rozmowy. Postanowiłem usystematyzować moje myślenie i przygotować się tak, jak na Dandysa przystało – z rozmachem.

Po pierwsze. Rozmówca.

Z kim się spotykam? Jeśli po drugiej stronie stołu usiadłby Dandys, mój mocno kolorowy ubiór byłby moim atutem. Gdybym jednak wziął pod uwagę drugą skrajność i założył, że spotkam biznesmena rodem z PRLu z butami mrówkojadami i marynarką po starszym bracie – wiem, że mój strój doprowadziłby do utrudnienia porozumienia między nami. Elegancja ma dwie podstawowe cechy. Niezależnie od stanu garderoby mojego rozmówcy, zostanę odebrany jako osoba elegancka oraz dbająca o swój ubiór. Ponadto, nie zostanę uznany za kogoś, kto próbuje manifestować określone rzeczy swoim ubiorem. To dosyć ważna kwestia w przypadku spotkań, których wynikiem ma być współpraca na jakiejkolwiek płaszczyźnie. Minimalizm w tym wypadku to dobry kierunek, bo nie odwraca uwagi od meritum sprawy, czyli samej rozmowy i jej przebiegu. Jaką wersję wybrałem? Czy wrodzony Dandyzm wziął górę nad chęcią osiągnięcia porozumienia?

 Po drugie. Miejsce.

Gdzie się spotykamy? Czy miejsce zobowiązuje do konkretnego wyglądu, dresscodu? Zdecydowanie. Na szczęście spotkanie nie miało odbywać się w operze a w biurze, postanowiłem więc nie odchodzić od biurowego charakteru. Granat to podobno najbezpieczniejszy wybór… Czy właśnie na niego się zdecydowałem? A jak w kwestii dodatków? Czy i na ile mogę sobie pozwolić? Włoskie podejście do tej kwestii jest tym, co uznaję za normę – uwielbiam dodatki, bransoletki, zabawę barwami i wzorami. Ale w przypadku biznesowych spotkań, może dobrze byłoby zachować umiar i znów pozostać przy bezpiecznym minimalizmie?

Po trzecie. Przekaz.

Co tak naprawdę chcę przekazać swoim wyglądem? Profesjonalizm? Na pewno. Czy pewność siebie? Nie brakuje mi jej, zapewne więc też. Ale czy w sposób stonowany, pokazujący zimne i skrupulatne myślenie, cechujące się stylizacją dopracowaną do każdego szczegółu, czy wręcz przeciwnie – agresywne, nonszalanckie rozpięcie dwóch guzików koszuli… Czy moja postawa negocjacyjna będzie spójna z moim wyglądem? Jeśli chcę zaprezentować się jako ktoś, kto zna się na tym co mówi, powinienem również odpowiednio dopasować do tego swój ubiór…

O mały włos zapomniałbym, do czego moje planowanie ma prowadzić. Celem spotkania jest znalezienie wspólnego jezyka i wypracowanie porozumienia, które będzie korzystne dla obu stron – zarówno dla mnie jak i mojego rozmówcy.

Kto nim jest? Jak potoczyły się negocjacje? Aby dowiedzieć się więcej, koniecznie przeczytaj tę samą relację oczami mojego rozmówcy – Pawła z bloga Negocjacje w Biznesie.

KONKURS!

Na facebooku znajdziesz konkurs, w którym możesz wygrać jedwabną poszetkę i włoską bransoletkę – nie przegap go! 

Czekam z niecierpliwością na Twoje pomysły, liczą się te, które mnie najbardziej rozbawią 😉 

 

michal_profil

The Dandy

1467392985_Aquicon-Facebook1467392991_Aquicon-Instagram1467396347_Aquicon-GooglePlus1467392994_Aquicon-Pinterest1467396325_Aquicon-Twitter1467396342_Aquicon-Tumblr